Czas poznać ATHF!
Link 24.08.2007 :: 22:20 komentuj (5)
3 odcinki Aqua Teen Hunger Force z wykonanymi przeze mnie napisami specjalnie dla Was.
1x05 Balloonenstein
http://mihd.net/hmlasc (klikamy po lewej na górze request, a potem po prawej download (wygląda jak link do reklamy) odcinek (70mb, dobra jskość)
Napisy by ja: http://napisy.info/SzukajNapisow.php?to=Aqua+Teen+Hunger+Force+01x05&tp=&k=
1x04 Mayhem of the Mooninites
http://rapidshare.com/files/50981611/ATHF_-_104_-_Mayhem_of_the_Mooninites.avi.html
http://napisy.info/SzukajNapisow.php?to=Aqua+Teen+Hunger+Force+01x04&tp=&k=
1x16 PDA
http://rapidshare.com/files/50970533/ATHF_-_116_-_PDA.avi.html
http://napisy.info/SzukajNapisow.php?to=Aqua+Teen+Hunger+Force+01x16&tp=&k=
Zapraszam do komentowania! Jak się spodoba, to będzie więcej.
Właśnie przegrałeś w Grę
Link 23.08.2007 :: 20:27 komentuj (0)
Zgadza się. I właśnie zaczynasz grać w Grę, jeśli jeszcze nie grasz. Jedynym celem jest o niej zapomnieć i nie przypominać jej sobie. Za każdym razem, gdy przypomnisz sobie o jej istnieniu - przegrywasz. I masz 30 minut by zapomnieć o niej ponownie. Celem gry jest wprowadzenie do niej całego świata.
Możesz wmawiać sobie, że to głupota i odrzucać Grę. Ale wiedz, że za każdym razem, gdy o niej znów usłyszysz, pomyślisz sobie mimowolnie "przegrałem".
Nadal pracuję nad napisami do ATHF i wrzucam odcinki na serwery. Możliwe, że jutro dostaniecie małą mega-aktualizację.
I jeszcze jedno: http://7secondmemory.co.uk/urpneys.mp3 War Song of the Urpneys z "Dreamstone'u" śpiewane przez Ozzy'ego Osbourne'a, Billy'ego Connolly'ego i Franka Bruno. Świetny klimat.
Przerwa
Link 22.08.2007 :: 23:39 komentuj (0)
Krótka przerwa w codziennym nadawaniu, bo jestem zajęty robieniem napisów do Aqua Teen Hunger Force. Wkrótce na tym blogu będzie małe centrum ATHF - będzie można zasysać odcinki i napisy...
Macie tu za to moje 10 krótkich komiksów w ramach akcji komiksowej:
http://www.demland.info/gupie/01-05.png
http://www.demland.info/gupie/06-10.png
Fabryka Snów
Link 21.08.2007 :: 12:43 komentuj (2)
Ktoś kiedyś stwierdził, że 90% pojebanych rzeczy pochodzi z Japonii. Często trudno się z tym nie zgodzić, jednak ja bym zmienił "pojebane" na "magiczne". Studio Ghibli jest dobrym argumentem przemawiającym za takim odmienionym stwierdzeniem.
Nie chcę się zagłębiać w historię tej wytwórni filmów animowanych; ważne jednak, by zapamiętać nazwisko Hayao Miyazaki, który jest założycielem studia i jednocześnie twórcą najważniejszych produkcji tegoż. Głównie ze względu na jego niezwykłe pomysły. Gość jest typowym wizjonerem. Jak sam stwierdził, najważniejsza dla niego jest kontrola nad tworem, a nie budowa imperium animacji w stylu Disneya. A jako, że kontrolę ma całkowitą, otrzymujemy prawdziwie baśniowe historie.
Laputa: Castle in the sky (wybaczcie, że będę stosował angielskie nazwy. Nikt normalny nie zapamięta japońskich) jest na przykład historią mocno "powietrzną". Mamy tam do czynienia z różnymi rodzajami potężnych maszyn lewitujących, lotni i sterowców, które są chyba najmagiczniejszymi z latających efektów pracy ludzkich rąk. Piraci powietrzni, opuszczony latający zamek oraz tajemnicza organizacja - nieraz trudno odkryć, kto tu jest tak naprawdę dobry, a o moralności już w ogóle nie może być mowy.
Mamy także przemiłą historię 2 małych dziewoj wśród duchów lasu, pod tytułem My Neighbour Totoro. Ta opowieść jest już dużo lżejsza. Choć rzecz jasna równie magiczna...
Nie będę Wam tu czynił wyliczanki, bo nie o to chodzi. Każda historia Miyazakiego jest warta zobaczenia. Zwrócę jeszcze tylko uwagę na świat, który stworzył. Bo imo można to uznać za jeden konkretny świat, mimo, że umiejscowiony w różnych czasach i na różnych planach egzystencji. Dowodem niech będą Susuwatari, małe kulki pyłu, które pojawiły się zarówno w My Neighbour Totoro, jak i Spirited Away.
<-susuwatari w "Sprited Away"Studio Ghibli to rzecz jasna nie tylko Miyazaki. Inni twórcy także mają do zaprezentowania ciekawe obrazy. Jednym z nich został ostatnio jeden z synów Miyazakiego, który stworzył Tales from the Earthsea (ostatnio był u nas w kinach. W ogóle filmy studia Ghibli to jedyne anime puszczane u nas w Polsce kinowo) na podstawie książki pod tym samym tytułem.
Wszystkie twory Ghibli cechuje doskonała muzyka. W ogóle Japończycy są świetnymi kompozytorami. Nawet hentaje posiadają nieraz wspaniałe theme'y (zaznaczam, że Ghibli takowych nie tworzy).
<-"my neighbour totoro"Teraz wypowiedziałem się ogólnie na temat Studia, w przyszłości jednak możecie oczekiwać opinii nt. pojedynczych filmów. W Ghibli tworzona jest prawdziwa magia, dostępna dla widza w każdym wieku (chociaż jednak występują brutalne sceny) i nawet ludzie z alergią na japońską krechę (tacy są już chyba na wymarciu) powinni łyknąć bez problemu większość ich produkcji.
Azumanga Daioh
Link 20.08.2007 :: 13:14 komentuj (3)
Jest to jedyny serial animowany, który obejrzałem od deski do deski więcej niż 2 razy. Bo 4. I nadal mam chęć do niego wracać. Ale po kolei, wypadałoby Wam wytłumaczyć cóż to takiego jest i na czym tego czegoś magia polega. Początkowo była to manga Kiyohiko Azumy w formie stripów śmieszących chyba jedynie Japończyków i może niektórych wapanese. Opowiadała o szkolnych wybrykach i dokazywaniach grupy dziewcząt. Paski bardzo często były ze sobą powiązane, chociaż nigdy nie łączyły się w konkretniejszą historię. Jak więc można stworzyć anime na podstawie mangi, która nie posiada konkretnej linii fabularnej i nie opowiada historii?
Można taką historię napisać... Tak się jednak (szczęśliwie) nie stało. Anime jest dokładnie tym samym, czym jest manga - nie jest więc opowiadaniem. To bardziej coś jak ukryta kamera towarzysząca bohaterkom w różnych miejscach (głównie w szkole), i prezentująca przypadkowe czynności oraz rozmowy danego dnia. Żeby jednak nie zanudzić czytelnika, prezentowane są przeważnie ważne dni szkolne - egzaminy, dni sportu, wycieczki szkolne... zawsze zabawnie i absurdalnie, (mniej więcej tak samo jak wydaje się abstrakcyjny humor szkolnej grupy komuś stojącemu z boku) głównie dzięki bohaterkom.
Mamy w teamie na przykład Osakę, z jej spokojem i abstrakcyjnym sposobem myślenia (który stał się w pewnych kręgach obiektem kultu). Przeciwwagą dla niej jest cholernie żywiołowa i nieprzewidywalna Tomo, która non-stop kłóci się z Yomi, która z kolei ma manię na punkcie własnej wagi. Poza tym stara się konkurować w wynikach z testów z Chiyo - małym geniuszem. Do tego jest też Sakaki, która uwielbia koty (one jej jakoś jednak nie). I nie można zapomnieć o wychowawczyni klasy - leniwa, wredna, impulsywna, jednak bardzo bliska klasie Yukari (Tomo już w ogóle woła ją po imieniu).

Cieszy też sam humor. Nie jest to non-stop powtarzane paskudztwo z japońskich komedii romantycznych. Nie ma tu na przykład żadnych chłopców, którzy niechcący cały czas podglądają dziewczyny albo znajdują się w niejednoznacznych sytuacjach (Love Hina...). Co prawda jest sporo "nieodzownych elementów" typu różne dziwne mordki, różnorodne "ups, trafiłam nie tą osobę co trzeba" i inne skaczące domy, bo ktoś kogoś w nich bije.
Jednak jak się okazuje, nie humor jest tu najważniejszy. Esencją jest sielskość historii Jest to po prostu najmilszy i najspokojniejszy serial, jaki mi było dane oglądać. Zero uczucia zagrożenia, trosk, po prostu siedzisz i oglądasz (ale jednak nie zasypiasz!). Po części jest to zasługa fenomenalnej muzyki, doskonale pasującej do klimatu dokazywań dziewcząt. Siedzi w moim mp3playerze już od roku; jest to jedyny folder, którego nigdy nie usuwam.
O stronie graficznej wypowiedzieć się raczej trudno. Ot, typowa krecha anime początku XXI wieku. Bez zarzutów.
Powiem tak: jeśli nawet nie lubisz lekkich komedyjek anime (też trzymam się od nich z dala), to daj jednak szansę Azumandze Daioh. A jeśli jesteś wapanese czy inne otaku, i jeszcze nie miałeś/aś okazji się zetknąć z tym tytułem, to czas się chyba zacząć wstydzić.
Link 19.08.2007 :: 11:11 komentuj (3)
W końcu udało mi się odnaleźć w necie serial, z którego pamiętałem tyle, że "był taki wielki dinozaur na tronie i to było w rtl7". Nazywało się to - jak się okazało - Dreamstone (Klejnot Snów). Znalazłem parę odcinków na youtube i odświeżyłem sobie pamięć (niestety w jakości takiej, że na fullscreenie oczy pieką, ale to tak jest w przypadku tego serwisu). Zainteresowanych samodzielnym obejrzeniem zapraszam do uploadów użytkownika http://www.youtube.com/profile_videos?user=paphos71 (na stronach 6-5 jest w paru częściach odcinek pilotażowy (dwuodcinkowy przy okazji). Tutaj jednak mam zamiar się wypowiedzieć osobiście, jak mi się show podoba.
Mamy w tym brytyjskim serialu dwa światy - świat koszmarów sennych i sennych marzeń, a między nimi limbo, burzowe przejście chaosu, które przebyć można jedynie lecąc w dowolny sposób przez nie (nie wiadomo czym grozi upadek podczas przelotu, ale podobno lepiej nie wiedzieć). Zordrak, władca koszmarów (jeden z najbardziej przerażających i majestatycznych potworów, jakie widziałem) ma jednak problem - nie może gnębić ludzi koszmarami przez Klejnot Snów, znajdujący się u Wytwórcy Snów. Klejnot chroni mieszkańców przed koszmarami. W każdym odcinku mamy podobną fabułę: Zordrak wysyła swoich ludzi, by ukradli klejnot (a Urpgor dostarcza im kolejnych wynalazków, by ułatwić zadanie). Ostatecznie jednak sługusi zawsze coś psują i dobro tryumfuje.
Taka z góry ustalona linia fabularna bywa bardzo ciekawa (jak na przykład w Wunschpunsch czy Pinky & the Brain), ale to dotyczy właściwie tylko humorystycznych produkcji. Tą także możnaby do takich zaliczyć, gdyby nie to, że w ogóle nie jest śmieszna dla dzisiejszego widza, jak zresztą większość produkcji z początku lat 90. Poza tym humor jest tu dodatkiem, a nie celem samym w sobie. Mimo tych "wad", klimatu nie można odmówić Dreamstone'owi - rzadko na potrzeby serialu dla dzieci jest tworzony świat z własnymi rasami, historią i geografią. Poza tym i postacie są ciekawie zaprojektowane - zwłaszcza wynalazca Urpgor i Zordrak.
Animacja przez wszystkie 4 serie jest taka sama. W roku 1990 była na porządku dziennym, ale w 1995, kiedy wypuszczono czwartą serię, serca widzów podbijały 2 Głupie Psy, swoją animacją, z której potem korzystały takie hity jak Dexter czy Johnny Bravo. Dzisiaj już na pewno nikogo nie zachwyci. Co innego muzyka - serial miał własną orkiestrę, zatrudniono paru grajków (w tym Ozzy'ego Osbourne'a) by dopomogli w projekcie. Mi udało się wygrzebać tylko jeden utwór (theme głowny) naczelnego kompozytora - Mike'a Batta. Oto i link do rapidshare: http://tinyurl.com/2zjuy4 .
Cieszę się bardzo, że udało mi się odnaleźć ten serial. Mimo, że zaczął mnie nudzić już przy trzecim odcinku, wypełnił mnie wspomnieniami z czasów, kiedy oglądałem kreskówki, byle je tylko oglądać. No i posłuchałem nieco dobrej muzyki. Słowem - ciekawostka, nic poważnego. A jak WY sądzicie?
PS.Jutro i pojutrze chwycimy za pysk Japończyków. Oni też nie są tu bezpieczni.
Wieża Doktora Zalosta
Link 18.08.2007 :: 13:47 komentuj (0)
Courage, the Cowardly Dog (Chojrak, Tchórzliwy Pies) skończył się na czwartym sezonie w roku 2002 (w Polsce chyba w połowie 2004), właściwie nie do końca ukończony. Brak finałowego odcinka pozostawiał ogromny niedosyt. Za taki możemy niby uważać "Ball of Revenge", w którym paru śmiertelnych wrogów Chojraka zbiera się, by go zniszczyć... w koszykówkę. Jednak nie był to ostatni stworzony odcinek, ani tym bardziej wyjaśniający cokolwiek.
Oczekiwałoby się po takim odcinku wielkiej intensywności i swojskiego kopa oraz koniecznie dwusegmentowości. Jednak te warunki spełnia jedynie The Tower of Dr. Zalost z sezonu drugiego, bezapelacyjnie najlepszy odcinek w ogóle stworzony. Zresztą tym razem postarałem się o coś dla Was. Możecie sobie ściągnąć ten odcinek (w marnej jakości, ale lepszej aktualnie nie mam). Nawet, jeśli nie łapiecie się w angielskim, warto wsłuchać się w kapitalną muzykę. Ten ep powinien mieć wydany pieprzony soundtrack, bo ostre chóry przy akompaniamencie armaty są przeboskie!
Otóż i link: http://www.demland.info/the_tower_of_dr_zalost.avi
Król Pixar
Link 17.08.2007 :: 13:56 komentuj (0)
Nie wiem, jakim cudem Rosjanie mieli premierę "Ratatuille'a" 28 lipca (czyli nawet przed premierą w Ameryce!), ale wygląda mi to na paskudny spisek. Zwłaszcza, że w polskich kinach będziemy ten film mogli obejrzeć dopiero pod koniec września... ktoś nam robi jakieś paskudztwa za plecami chyba.
O najnowszym filmie Pixara (w ogóle jak można przetłumaczyć nazwę na "Ratatuj"?) jest tym głośniej, że krytyka przyjęła film dzikim aplauzem, okrzykiwała film "najlepszym filmem Pixara od czasu Toy Story 2" i innymi takimi cudami. Słowem - mamy kandydata na Oskara. My, jeśli nie chcemy psuć sobie połowy zabawy marną jakością ściąganych filmów, z oceną się musimy jeszcze wstrzymać...
Możemy sobie jednak umilić oczekiwanie, poprzez wyłapywanie informacji na temat przyszłych filmów Pixara. A tych będzie sporo, bo wg. planu wydawniczego, aż do roku 2010 będziemy otrzymywać nowiutki film CGI tej wytwórni rok w rok.
W 2008 do kin (najprawdopodobniej w lipcu, czyli u nas we wrześniu lol) wejdzie WALL-E, o którego twórcy stworzeniu myśleli jeszcze przed premierą pierwszego Toy Story. Akcja zostanie umieszczona w odległej przyszłości, w której problemem jest wszechobecny brud i smród na Ziemi. Ziemianie mieli odlecieć w kosmos zostawiając za sobą zaśmieconą planetę, wcześniej uruchamiając parę milionów robotów, które miały się zająć jej oczyszczeniem. Plan się jednak nie powiódł i ostatecznie na planecie zostaje jeden robot, skazany na sprzątanie naszej rodzimej planety po całą wieczność.
Trailerki:
http://www.youtube.com/watch?v=vJVsCmI99QQ
http://www.youtube.com/watch?v=slnR1GjoDRk
W 2009 wyjdzie owiany na razie tajemnicą film pod równie tajemniczym tytułem, "Up". Na razie wiadomo tyle, że będzie to opowieść o 70-letnim człowieku sprzymierzonym z młodym łowcą (tzn - "łowcą" typu koleś z dziczy, a nie gościem w czarnym garniaku). Bohaterowie będą przymierzać świat i walczyć z potworami. Zapowiada się więc dość efekciarski film (ale przyjemnie efekciarski, coś jak "The Incredibles")...

2010. To dopiero ciekawostka. Toy Story 3. Dwójka wyszła 8, a jedynka 12 lat temu, więc większość fanów na premierze będzie już, jeśli nawet nie martwa, to na pewno dosyć dorosła. Wielu młodziaków może nie połapać się w fabule trójki, chyba, że... historia do poprzednich części w ogóle nie będzie nawiązywać, a to by było naprawdę paskudne dla takich paru napaleńców jak ja. Sam cast też pozytywnie nie wróży. I nie chodzi o aktorów (znów Tom Hanks i Tim Allen! Yay!). John Lasseter, ojciec jedynki i dwójki nie ma czasu zajmować się projektem, więc niestety zastąpi go Lee Unkrich (też cośtam dłubał przy poprzednich częściach wprawdzie). A scenariusz napisze już koleś zupełnie z kosmosu.
Fabuła historii jest niejasna. Początkowo miała to być opowieść o tym, jak Buzz zostaje zabrany do naprawy w Tajwanie, ale jak się miało okazać, naprawa polega na zniszczeniu zabawki i przysłaniu nowej... scenariusz ten został jednak odrzucony, a nowy nie jest jeszcze znany. Trzymajcie kciuki, jako i ja trzymam, żeby Toy Story 3 okazało się równie dobre, co poprzedniczki...
I tym sposobem dochodzimy do końca wyliczanki. Jak widać, Pixar szykuje nam kilka naprawdę soczystych kawałków, przy których opisie nawet trailer Ratatuille blednie. Co nie znaczy, że macie na ten film nie iść do kina...
Najazd Pingwinów
Link 16.08.2007 :: 23:57 komentuj (1)
Spory mamy ostatnio wysyp tworów animowanych z pingwinami w rolach głównych. Diabli wiedzą, czy jest to sprawa komizmu tych istot, czy może ich kształty sprawiają, że się je wygodnie tworzy i/lub animuje. Najważniejsze jednak, że wszystkie te filmy są dobre, i - mimo, że opowiadają o tych samych istotach - znacznie się między sobą różnią.
Na początek weźmiemy pod lupę Happy Feet ("Tupot Małych Stóp") z 2006, musical nagrodzony ostatnio Oscarem. W tym Obrazie możemy zobaczyć przygody jednej istoty z pewnego plemienia pingwinów. U każdego plemienia okres godowy znacznie się różni: w jednym samce zbierają muszelki dla swych przyszłych partnerek, a w innym zdobywają ich serca za pomocą śpiewu. Jeśli piosenki obojga w pewien sposób się "zazębiają", czyli tworzą jeden logicznie i ładnie brzmiący utwór, to otrzymujemy w wyniku "pewnych późniejszych czynności" (filtr rodzinny) małego pingwinka. Problem bohatera polega na tym, że śpiewać nie umie w ogóle. Do tego trafił na plemię wyjątkowo konserwatywne i odrzucające jego talent, który otrzymał od Bozi zamiast pięknego głosu - stepowanie. Reszta fabuły (bo rzecz jasna przybliżyłem jedynie początek) została zbudowana znakomicie, i nawet zgreda w wieku lat 20 trzyma w napięciu.
Warto też zwrócić na fenomenalną stronę graficzną. W wielu miejscach połączono prawdziwą scenerię z postaciami tworzonymi na kompie. Do tego te stworzone komputerowo, również wyglądają niemal jak prawdziwe.
No i muzyka - naprawdę świetne utwory, magiczne głosy, ogromna różnorodność melodii. Mówię rzecz jasna o wersji angielskiej - polskiej bym nie przełknął pewnie.

Number 2. Ostatnio na ekrany kin polskich wstąpił Surf's Up ("Na Fali"), zgotowany przez twórców "Sezonu na Misia", na który (Surf's Up, nie Sezon) się wybrałem parę dni po premierze. Jako, że miałem mieć do czynienia z dubbingiem, nie łudziłem się, że będę się aż tak dobrze bawił, jak się bawiłem na Happy Feet. Do tego trailer był strasznie marny.
No, więc jak wspomniałem, byłem mocno pozytywnie zaskoczony. Tłumaczenie zgotował pan Wierzbięta, którego kiedyś ubóstwiałem, ale w tej chwili już nie rozumiem części tekstów, które wstawia postaciom w usta. Nawet na podwórku nie widziałem takiej ilości dziwacznego slangu. Pozostałe teksty ponadprzeciętnie zabawne (po części dzięki solidnym aktorom), chociaż nie przepadam za żartami z udziałem fekaliów (chociaż to już nie wina tłumacza), a czasem się takie trafiały.
Sama fabułka również bardzo ciekawa, mimo, że oklepana (ostatnio w "Autach" Pixara mieliśmy bardzo podobny motyw przewodni). No i ta właśnie fabuła została oprawiona tak, by wyglądała jak film dokumentalny. Miejscami konwencja jest jednak mocno zaniedbywana przez twórców - bo trzeba jednak dzieciakom zaprezentować wszystko bardzo lekko.
Oprawa graficzna nie tak kapitalna jak w Happy Feet, ale nie da jej się nic zarzucić. Muzycznie nie zwraca specjalnie uwagi. Jakieś takie rocki, light punki i inne takie cuda, znane już ze Shreka 3 (btw. 1 i 2 miały jeszcze jakieś kawałki wpadające w ucho, ale w trójce już zupełna słabizna. Serio, kto im kupuje te soundtracki?).

No i jest (wiem, że na siłę dorzucony, ale jak to wygląda! 3 filmy z udziałem pingwinów! Holy crap!) spin-offowy short z "Madagascaru", "The Madagascar Penguins in a Christmas Caper". Trwa 10 minut, i oryginalnie był puszczany przed filmem z Wallacem i Gromitem, jako bonusik. Historia jest dość zabawna, chociaż do oryginalnego filmu sporo jej brakuje. Poza tym w tym wypadku zwrócić warto uwagę na wygląd zarówno shorta, jak i filmu pełnometrażowego, od którego pochodzi. Postacie są kanciate, a futra zwierzaków wyglądają, jakby tak naprawdę były twardymi skórami nosorożca. Taki wygląd ma jednak swój urok - Happy Feet i Madagaskar są jak Król Lew i Laboratorium Dextera. Mimo, że Dexter jest graficznie banalny, to taka forma pasuje do tego tworu.
Ja jednak wolę w kinie oglądać Disneya niż Cartoon Network.
Aqua Teen Hunger Force
Link 27.06.2007 :: 21:42 komentuj (1)
Dziwne, że [adult swim] nie pojawił się jeszcze na polskim Cartoon Network. W USA seriale William Street, bo tak się nazywa wytwórnia, która zajmuje się tworzeniem kreskówek do rzeczonego adult swimu, będącego nocnym blokiem Cartoon Network dla starszych widzów, dorobiły się już mian kultowych. W Polsce zaś bardzo niewiele osób słyszało nawet o najpopularniejszym z nich - Aqua Teen Hunger Force. I na tym show chcę się dzisiaj skupić. Inne produkcje William Street przybliżę innym razem.

Aqua Teen Hunger Force opowiada o przygodach grupy detektywów - Master Shake'u (który naprawdę jest mlecznym napojem), Frylocku (będącym paczką frytek) oraz Meatwadzie (kulka mięsna). Rozwiązują różnorakie tajemnice... przez jakieś pierwsze pięć odcików. W późniejszych zajmują się zupełnie przypadkowymi rzeczami: smażeniem wielkiej krowy, gadaniem z kosmitami czy wykradaniem przedmiotów z muzeum. Nie ma zazwyczaj konkretniejszej linii fabularnej, wydarzenia często są przypadkowe, pojawiają się różne dziwolągi, a wątki często są urywane. Jak się jednak okazuje - w ogóle to nie przeszkadza w odbiorze całokształtu, mało tego - jest cholernie zabawne.
Ciekawe są zwłaszcza postacie - szef grupy Master Shake jest egoistycznym leniem o skłonnościach sadystycznych. Często wyładowuje swoją wściekłość na Meatwadzie, który z kolei ma mentalność dziecka i nie grzeszy inteligencją. Meatwadem niczym synem zajmuje się Frylock, i to on jest głosem rozsądku w grupie. Często pojawia się też sąsiad z domu obok, Carl, uzależniony od pornografii, któremu ATHF regularnie rozwalają samochód, a czasem także dom.
Humor prezentowany w serialu jest bardzo specyficzny i raczej niespotykany, opiera się głównie na tekstach postaci i często na sposobie ich wymawiania. Shake, gdy nie wie co powiedzieć, rzuca często zupełnie przypadkowym tekstem, np. Frylock zabrania mu czegoś, a Shake stwierdza, że nikt nie ucieka z Alcatraz. Innym razem przynosi rynnę do domu i zaczyna nią okładać Meatwada krzycząc "ZASMAKUJ CHROMU!". Tak więc mamy tu sporą dawkę absurdu, zwłaszcza w pierwszych dwóch sezonach. W trzecim twórcy idą w nieco innym kierunku - pojawia się humor kiblowy i gross-out, czyli obdzieranie ze skóru itp. atrakcje, co nie wychodzi serialowi na zdrowie. Czwarty sezon, z drobnymi wyjątkami (Ezekial, Global Grilling, Party All the Time), jest już pasmem zniesmaczeń i ogólnej słabizny.
No i sprawa dla wielu bardzo ważna - animacja i dźwięk. O ile ten drugi jest świetny (genialne głosy i dialogi), o tyle wygląd pozostawia wiele do życzenia. Postacie są cholernie statyczne, posiadają tylko parę min i w ogóle niewiele się ruszają. Każda osoba, która potrafi rysować i jako-tako zna flasha przy odrobinie pracy byłaby w stanie stworzyć animację podobnej jakości. Mimo to, po jakimś czasie człowiek się przyzwyczaja i zaczyna wręcz uwielbiać ten "styl". Poza tym, jeśli ktoś chce poznać inne twory William Street, lepiej niech się już teraz przyzwyczaja, bo ATHF i tak ma niezłą animację w porównaniu z paroma innymi.
Jeżeli więc znasz dobrze angielski mówiony, to zapraszam, bo naprawdę warto - zwłaszcza pierwsze dwa sezony. Ludzi, którzy mimo braku znajomości języka chcą się z pozycją zaznajomić zapraszam na napisy.info, gdzie zamieściłem napisy swojego autorstwa do jednego z odcinków (avi dostępny na emule, na specjalny request mogę go gdzieś wrzucić). Jeśli będzie zainteresowanie, zrobię więcej, what the hell.
A tu linki do odcinków online:
http://video.glath.com/athf.php

