Fabryka Snów
Link 21.08.2007 :: 12:43 komentuj (2)
Ktoś kiedyś stwierdził, że 90% pojebanych rzeczy pochodzi z Japonii. Często trudno się z tym nie zgodzić, jednak ja bym zmienił "pojebane" na "magiczne". Studio Ghibli jest dobrym argumentem przemawiającym za takim odmienionym stwierdzeniem.
Nie chcę się zagłębiać w historię tej wytwórni filmów animowanych; ważne jednak, by zapamiętać nazwisko Hayao Miyazaki, który jest założycielem studia i jednocześnie twórcą najważniejszych produkcji tegoż. Głównie ze względu na jego niezwykłe pomysły. Gość jest typowym wizjonerem. Jak sam stwierdził, najważniejsza dla niego jest kontrola nad tworem, a nie budowa imperium animacji w stylu Disneya. A jako, że kontrolę ma całkowitą, otrzymujemy prawdziwie baśniowe historie.
Laputa: Castle in the sky (wybaczcie, że będę stosował angielskie nazwy. Nikt normalny nie zapamięta japońskich) jest na przykład historią mocno "powietrzną". Mamy tam do czynienia z różnymi rodzajami potężnych maszyn lewitujących, lotni i sterowców, które są chyba najmagiczniejszymi z latających efektów pracy ludzkich rąk. Piraci powietrzni, opuszczony latający zamek oraz tajemnicza organizacja - nieraz trudno odkryć, kto tu jest tak naprawdę dobry, a o moralności już w ogóle nie może być mowy.
Mamy także przemiłą historię 2 małych dziewoj wśród duchów lasu, pod tytułem My Neighbour Totoro. Ta opowieść jest już dużo lżejsza. Choć rzecz jasna równie magiczna...
Nie będę Wam tu czynił wyliczanki, bo nie o to chodzi. Każda historia Miyazakiego jest warta zobaczenia. Zwrócę jeszcze tylko uwagę na świat, który stworzył. Bo imo można to uznać za jeden konkretny świat, mimo, że umiejscowiony w różnych czasach i na różnych planach egzystencji. Dowodem niech będą Susuwatari, małe kulki pyłu, które pojawiły się zarówno w My Neighbour Totoro, jak i Spirited Away.
<-susuwatari w "Sprited Away"Studio Ghibli to rzecz jasna nie tylko Miyazaki. Inni twórcy także mają do zaprezentowania ciekawe obrazy. Jednym z nich został ostatnio jeden z synów Miyazakiego, który stworzył Tales from the Earthsea (ostatnio był u nas w kinach. W ogóle filmy studia Ghibli to jedyne anime puszczane u nas w Polsce kinowo) na podstawie książki pod tym samym tytułem.
Wszystkie twory Ghibli cechuje doskonała muzyka. W ogóle Japończycy są świetnymi kompozytorami. Nawet hentaje posiadają nieraz wspaniałe theme'y (zaznaczam, że Ghibli takowych nie tworzy).
<-"my neighbour totoro"Teraz wypowiedziałem się ogólnie na temat Studia, w przyszłości jednak możecie oczekiwać opinii nt. pojedynczych filmów. W Ghibli tworzona jest prawdziwa magia, dostępna dla widza w każdym wieku (chociaż jednak występują brutalne sceny) i nawet ludzie z alergią na japońską krechę (tacy są już chyba na wymarciu) powinni łyknąć bez problemu większość ich produkcji.
Król Pixar
Link 17.08.2007 :: 13:56 komentuj (0)
Nie wiem, jakim cudem Rosjanie mieli premierę "Ratatuille'a" 28 lipca (czyli nawet przed premierą w Ameryce!), ale wygląda mi to na paskudny spisek. Zwłaszcza, że w polskich kinach będziemy ten film mogli obejrzeć dopiero pod koniec września... ktoś nam robi jakieś paskudztwa za plecami chyba.
O najnowszym filmie Pixara (w ogóle jak można przetłumaczyć nazwę na "Ratatuj"?) jest tym głośniej, że krytyka przyjęła film dzikim aplauzem, okrzykiwała film "najlepszym filmem Pixara od czasu Toy Story 2" i innymi takimi cudami. Słowem - mamy kandydata na Oskara. My, jeśli nie chcemy psuć sobie połowy zabawy marną jakością ściąganych filmów, z oceną się musimy jeszcze wstrzymać...
Możemy sobie jednak umilić oczekiwanie, poprzez wyłapywanie informacji na temat przyszłych filmów Pixara. A tych będzie sporo, bo wg. planu wydawniczego, aż do roku 2010 będziemy otrzymywać nowiutki film CGI tej wytwórni rok w rok.
W 2008 do kin (najprawdopodobniej w lipcu, czyli u nas we wrześniu lol) wejdzie WALL-E, o którego twórcy stworzeniu myśleli jeszcze przed premierą pierwszego Toy Story. Akcja zostanie umieszczona w odległej przyszłości, w której problemem jest wszechobecny brud i smród na Ziemi. Ziemianie mieli odlecieć w kosmos zostawiając za sobą zaśmieconą planetę, wcześniej uruchamiając parę milionów robotów, które miały się zająć jej oczyszczeniem. Plan się jednak nie powiódł i ostatecznie na planecie zostaje jeden robot, skazany na sprzątanie naszej rodzimej planety po całą wieczność.
Trailerki:
http://www.youtube.com/watch?v=vJVsCmI99QQ
http://www.youtube.com/watch?v=slnR1GjoDRk
W 2009 wyjdzie owiany na razie tajemnicą film pod równie tajemniczym tytułem, "Up". Na razie wiadomo tyle, że będzie to opowieść o 70-letnim człowieku sprzymierzonym z młodym łowcą (tzn - "łowcą" typu koleś z dziczy, a nie gościem w czarnym garniaku). Bohaterowie będą przymierzać świat i walczyć z potworami. Zapowiada się więc dość efekciarski film (ale przyjemnie efekciarski, coś jak "The Incredibles")...

2010. To dopiero ciekawostka. Toy Story 3. Dwójka wyszła 8, a jedynka 12 lat temu, więc większość fanów na premierze będzie już, jeśli nawet nie martwa, to na pewno dosyć dorosła. Wielu młodziaków może nie połapać się w fabule trójki, chyba, że... historia do poprzednich części w ogóle nie będzie nawiązywać, a to by było naprawdę paskudne dla takich paru napaleńców jak ja. Sam cast też pozytywnie nie wróży. I nie chodzi o aktorów (znów Tom Hanks i Tim Allen! Yay!). John Lasseter, ojciec jedynki i dwójki nie ma czasu zajmować się projektem, więc niestety zastąpi go Lee Unkrich (też cośtam dłubał przy poprzednich częściach wprawdzie). A scenariusz napisze już koleś zupełnie z kosmosu.
Fabuła historii jest niejasna. Początkowo miała to być opowieść o tym, jak Buzz zostaje zabrany do naprawy w Tajwanie, ale jak się miało okazać, naprawa polega na zniszczeniu zabawki i przysłaniu nowej... scenariusz ten został jednak odrzucony, a nowy nie jest jeszcze znany. Trzymajcie kciuki, jako i ja trzymam, żeby Toy Story 3 okazało się równie dobre, co poprzedniczki...
I tym sposobem dochodzimy do końca wyliczanki. Jak widać, Pixar szykuje nam kilka naprawdę soczystych kawałków, przy których opisie nawet trailer Ratatuille blednie. Co nie znaczy, że macie na ten film nie iść do kina...
