Logo

Azumanga Daioh


Link 20.08.2007 :: 13:14 komentuj (3)
Jest to jedyny serial animowany, który obejrzałem od deski do deski więcej niż 2 razy. Bo 4. I nadal mam chęć do niego wracać. Ale po kolei, wypadałoby Wam wytłumaczyć cóż to takiego jest i na czym tego czegoś magia polega. Początkowo była to manga Kiyohiko Azumy w formie stripów śmieszących chyba jedynie Japończyków i może niektórych wapanese. Opowiadała o szkolnych wybrykach i dokazywaniach grupy dziewcząt. Paski bardzo często były ze sobą powiązane, chociaż nigdy nie łączyły się w konkretniejszą historię. Jak więc można stworzyć anime na podstawie mangi, która nie posiada konkretnej linii fabularnej i nie opowiada historii?
Można taką historię napisać... Tak się jednak (szczęśliwie) nie stało. Anime jest dokładnie tym samym, czym jest manga - nie jest więc opowiadaniem. To bardziej coś jak ukryta kamera towarzysząca bohaterkom w różnych miejscach (głównie w szkole), i prezentująca przypadkowe czynności oraz rozmowy danego dnia. Żeby jednak nie zanudzić czytelnika, prezentowane są przeważnie ważne dni szkolne - egzaminy, dni sportu, wycieczki szkolne... zawsze zabawnie i absurdalnie, (mniej więcej tak samo jak wydaje się abstrakcyjny humor szkolnej grupy komuś stojącemu z boku) głównie dzięki bohaterkom.
Mamy w teamie na przykład Osakę, z jej spokojem i abstrakcyjnym sposobem myślenia (który stał się w pewnych kręgach obiektem kultu). Przeciwwagą dla niej jest cholernie żywiołowa i nieprzewidywalna Tomo, która non-stop kłóci się z Yomi, która z kolei ma manię na punkcie własnej wagi. Poza tym stara się konkurować w wynikach z testów z Chiyo - małym geniuszem. Do tego jest też Sakaki, która uwielbia koty (one jej jakoś jednak nie). I nie można zapomnieć o wychowawczyni klasy - leniwa, wredna, impulsywna, jednak bardzo bliska klasie Yukari (Tomo już w ogóle woła ją po imieniu).

Cieszy też sam humor. Nie jest to non-stop powtarzane paskudztwo z japońskich komedii romantycznych. Nie ma tu na przykład żadnych chłopców, którzy niechcący cały czas podglądają dziewczyny albo znajdują się w niejednoznacznych sytuacjach (Love Hina...). Co prawda jest sporo "nieodzownych elementów" typu różne dziwne mordki, różnorodne "ups, trafiłam nie tą osobę co trzeba" i inne skaczące domy, bo ktoś kogoś w nich bije.
Jednak jak się okazuje, nie humor jest tu najważniejszy. Esencją jest sielskość historii Jest to po prostu najmilszy i najspokojniejszy serial, jaki mi było dane oglądać. Zero uczucia zagrożenia, trosk, po prostu siedzisz i oglądasz (ale jednak nie zasypiasz!). Po części jest to zasługa fenomenalnej muzyki, doskonale pasującej do klimatu dokazywań dziewcząt. Siedzi w moim mp3playerze już od roku; jest to jedyny folder, którego nigdy nie usuwam.
O stronie graficznej wypowiedzieć się raczej trudno. Ot, typowa krecha anime początku XXI wieku. Bez zarzutów.
Powiem tak: jeśli nawet nie lubisz lekkich komedyjek anime (też trzymam się od nich z dala), to daj jednak szansę Azumandze Daioh. A jeśli jesteś wapanese czy inne otaku, i jeszcze nie miałeś/aś okazji się zetknąć z tym tytułem, to czas się chyba zacząć wstydzić.

menu

Recenzje(5)
Informacje(4)
Inne(4)
Felietony(2)

archiwum

2009
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec

linki

demland
b&b
netkolektyw



powered by Ownlog.com & Fotolog.pl