|
Spory mamy ostatnio wysyp tworów animowanych z pingwinami w rolach głównych. Diabli wiedzą, czy jest to sprawa komizmu tych istot, czy może ich kształty sprawiają, że się je wygodnie tworzy i/lub animuje. Najważniejsze jednak, że wszystkie te filmy są dobre, i - mimo, że opowiadają o tych samych istotach - znacznie się między sobą różnią.
Na początek weźmiemy pod lupę Happy Feet ("Tupot Małych Stóp") z 2006, musical nagrodzony ostatnio Oscarem. W tym Obrazie możemy zobaczyć przygody jednej istoty z pewnego plemienia pingwinów. U każdego plemienia okres godowy znacznie się różni: w jednym samce zbierają muszelki dla swych przyszłych partnerek, a w innym zdobywają ich serca za pomocą śpiewu. Jeśli piosenki obojga w pewien sposób się "zazębiają", czyli tworzą jeden logicznie i ładnie brzmiący utwór, to otrzymujemy w wyniku "pewnych późniejszych czynności" (filtr rodzinny) małego pingwinka. Problem bohatera polega na tym, że śpiewać nie umie w ogóle. Do tego trafił na plemię wyjątkowo konserwatywne i odrzucające jego talent, który otrzymał od Bozi zamiast pięknego głosu - stepowanie. Reszta fabuły (bo rzecz jasna przybliżyłem jedynie początek) została zbudowana znakomicie, i nawet zgreda w wieku lat 20 trzyma w napięciu. Warto też zwrócić na fenomenalną stronę graficzną. W wielu miejscach połączono prawdziwą scenerię z postaciami tworzonymi na kompie. Do tego te stworzone komputerowo, również wyglądają niemal jak prawdziwe. No i muzyka - naprawdę świetne utwory, magiczne głosy, ogromna różnorodność melodii. Mówię rzecz jasna o wersji angielskiej - polskiej bym nie przełknął pewnie. ![]() Number 2. Ostatnio na ekrany kin polskich wstąpił Surf's Up ("Na Fali"), zgotowany przez twórców "Sezonu na Misia", na który (Surf's Up, nie Sezon) się wybrałem parę dni po premierze. Jako, że miałem mieć do czynienia z dubbingiem, nie łudziłem się, że będę się aż tak dobrze bawił, jak się bawiłem na Happy Feet. Do tego trailer był strasznie marny. No, więc jak wspomniałem, byłem mocno pozytywnie zaskoczony. Tłumaczenie zgotował pan Wierzbięta, którego kiedyś ubóstwiałem, ale w tej chwili już nie rozumiem części tekstów, które wstawia postaciom w usta. Nawet na podwórku nie widziałem takiej ilości dziwacznego slangu. Pozostałe teksty ponadprzeciętnie zabawne (po części dzięki solidnym aktorom), chociaż nie przepadam za żartami z udziałem fekaliów (chociaż to już nie wina tłumacza), a czasem się takie trafiały. Sama fabułka również bardzo ciekawa, mimo, że oklepana (ostatnio w "Autach" Pixara mieliśmy bardzo podobny motyw przewodni). No i ta właśnie fabuła została oprawiona tak, by wyglądała jak film dokumentalny. Miejscami konwencja jest jednak mocno zaniedbywana przez twórców - bo trzeba jednak dzieciakom zaprezentować wszystko bardzo lekko. Oprawa graficzna nie tak kapitalna jak w Happy Feet, ale nie da jej się nic zarzucić. Muzycznie nie zwraca specjalnie uwagi. Jakieś takie rocki, light punki i inne takie cuda, znane już ze Shreka 3 (btw. 1 i 2 miały jeszcze jakieś kawałki wpadające w ucho, ale w trójce już zupełna słabizna. Serio, kto im kupuje te soundtracki?). ![]() No i jest (wiem, że na siłę dorzucony, ale jak to wygląda! 3 filmy z udziałem pingwinów! Holy crap!) spin-offowy short z "Madagascaru", "The Madagascar Penguins in a Christmas Caper". Trwa 10 minut, i oryginalnie był puszczany przed filmem z Wallacem i Gromitem, jako bonusik. Historia jest dość zabawna, chociaż do oryginalnego filmu sporo jej brakuje. Poza tym w tym wypadku zwrócić warto uwagę na wygląd zarówno shorta, jak i filmu pełnometrażowego, od którego pochodzi. Postacie są kanciate, a futra zwierzaków wyglądają, jakby tak naprawdę były twardymi skórami nosorożca. Taki wygląd ma jednak swój urok - Happy Feet i Madagaskar są jak Król Lew i Laboratorium Dextera. Mimo, że Dexter jest graficznie banalny, to taka forma pasuje do tego tworu. Ja jednak wolę w kinie oglądać Disneya niż Cartoon Network. Name: Komentarze: 17.08.2007 :: 01:47 :: 83.21.196.76 |